WYDAWNICTWO NORD

"PRAKSEOLOGIA DECYZJI EDYTORSKIEJ" czyli – mówiąc po ludzku – CO NAS SIEKŁO?

Wszystkim Miłym Gościom, wzruszającym ramionami, lub wykonującym okrężne ruchy na skroni: Jaki jest sens, by dwoje ludzi, już nie nastolatków – mając do dyspozycji 3000 (podobno) wydawnictw w Polsce – zamiast z kieliszkiem szampana w dłoni patrzeć na hawajski Pacyfik, otwierało własne wydawnictwo? Wyjaśniamy: po pierwsze, rzecz dostaliśmy niejako w spadku...

Nazwa nawiązuje do legendarnej już dziś świerkowej tratwy NORD, na której Urbańczyk wraz z trzyosobową załogą przepłynął Bałtyk (A.D. 1957). Był w tym, jak – u księżycowego Armstronga – mały, ale ważny krok przyszłego globokrążcy i autora ponad pół setki książek. Szerzej patrząc, był to pionierski wyłom w wieloletnim zniewoleniu polskiego żeglarstwa.

Wydawnictwo NORD powołane zostało, że tak powiemy, przez "wiatr historii", który wraz z "Najwspanialszym Ustrojem" zdmuchnął jego nadbudowę, w tym wydawnictwa, w których oczekiwało na druk sześć książek Andrzeja Urbańczyka...

Przyzwyczajony do celebrowania kilku wydań rocznie, autor i wokółziemski nawigator, z typową dla niego energią i darzącą nieustannym poparciem jego wyczyny Krystyną (25–lecie ślubu), rozpoczęli kseroksowy druk pierwszych książek w livingroom ich kalifornijskiego domu, zamienionego na "Wydawnictwo"...

"Mali Wydawcy" – co jest oczywistą parafrazą Ossendowskiego – drukowali przede wszystkim pozycje na które nigdy nie było łatwo znaleźć edytora. Tak ukazały się: "Słownik Miasta Nowe", "Formica – bibliografia twórczości Andrzeja Urbańczyka" (obejmująca wówczas 609 pozycji), "Czarna księga – moich trzech niezdanych matur", dwa bibliofilskie tomiki aforyzmów...

Zaskakująca łatwość i satysfakcja druku, zachęciły pracowitą dwójkę do publikacji większych. Tak ukazał się "BUNT" – zbiór poezji (150 stron), "Myśli z oceanicznych wacht" (210 stron), "Serdeczność" (200 stron), "Dookoła świata bez sztormów" (260 stron) i inne...

Nowa rzeczywistość okazała się niełatwa dla autora ambitnej prozy. Powszechnie znany upadek czytelnictwa, specyficzne gusty, monopolizacja rynku... Proponowane autorom przez większość wydawnictw wielomiesięczne oczekiwania, z coraz częstszą odpowiedzią "nie" – o którą trzeba się dopraszać telefonicznie. Symboliczne "honoraria", upadek sztuki edytorskiej i chaos przelały niejeden pucharek...

"Jeśli mam do wyboru – bywa ponad roczne oczekiwanie na decyzję – lub druk we własnym wydawnictwie w ciągu miesiąca – wybieram to drugie!"

"Jeśli, zamiast tracić czas na jałową dyskusję, stylistyczne mielizny oraz domagania się sponsorowania tekstu, mogę decydować nawet o najdrobniejszym szczególe moich książek, wybieram to drugie."

"Jeśli mamy do wyboru wypraszanie latami skromnych 10% honorariów, zamiast lamentów o wężu w wydawniczej kieszeni – zakładamy własne ZOO i kwitek!"



Los znów dopisał. Udało się (a więc cuda istnieją) skrzyknąć wiarę "do bitki i do wypitki, do tańca i do różańca". A tak serio – doświadczonych, pracowitych i chętnych pracowników.

Oto oni WYDAWNICTWA NORD:

– fabryka tekstów

– redakcja

– programowanie

– dobry duch Wydawnictwa

a także

i – redakcyjne koty, zatrudnione na oficjalnych etatach, w Polsce i na Hawajach.


NASZE ZASADY: Luz, relaks i tolerancja. Przykładowo – nikt z nas nie pali papierosów, ale nie jesteśmy przeciwko paleniu. Kochamy koty..., ale chętnie przygarniemy kilka psów – jednak raczej nie policyjnych. Nikt z nas nie ma grubszej forsy, ale naprawdę nie mamy nic przeciwko radykalnej zmianie...

ZADANIE NR 0001: Dostarczanie miłośnikom prozy Andrzeja Urbańczyka takich tekstów, na jakie czekają, w takim terminie i cenie, w jakich sobie życzą.

CREDO: Czytelnik ma zawsze rację, wie lepiej i w ogóle...

SURMA BOJOWA: funkcjonujemy 24/24, 365/365 i jeszcze trochę więcej...